loader image

Lisica

Rozdział 7.5

— Może jednak podejdziesz bliżej? Nie żebym specjalnie narzekała, ale jakoś dziwnie prowadzić rozmowę przy zachowaniu takiej odległości.

— Podziękuje. Moja skóra najlepiej prezentuje się w blasku naturalnego światła, więc postoję sobie tutaj. Poza tym, …ummm. Jakby to powiedzieć? Mam dość inwazyjną alergię na koty.

— Która najwidoczniej objawia się w obie strony – skwitowałam, przeczesując palcami nastroszone futerko.

Uchylenie okna pozwoliło świeżemu powietrzu nieco ostudzić emocje, lecz delikatny rumieniec nadal trzymał się mego polika. Po wystosowaniu względem Rosany zuchwałej propozycji, głęboko pod maską pozorowanego opakowania byłam zbyt zażenowana, by dalej przewodzić konwersacji. Optymizmem nie napawał także fakt, iż z kolei urzeczona Idolka wręcz delektowała się nadejściem niezręcznej ciszy. Lekko przymrużone oczy oraz niewyraźny uśmiech skutecznie tłumiły jej rzeczywiste uczucia, aczkolwiek całokształt drobnych gestów dziewczyny rozwiewał wszelkie wątpliwości. Satysfakcja z uzyskania zamierzonego rezultatu wprowadziła ją w stan bliski doświadczaniu czystej ekstazy.

Ostatecznie impas ustał dopiero, gdy przytłoczona krępującą atmosferą zaczęłam nerwowo uciekać spojrzeniem. To wystarczyło, aby otrzeźwiała Rosana klaśnięciem w dłonie przejęła inicjatywę, jednocześnie proponując zmianę otoczenia na takie bardziej sprzyjające rozmowie. Co zresztą wkrótce uczyniłyśmy.

Wprzód jednak, bez słowa ostrzeżenia czy choćby krzty zawahania…

…bladolica piękność ostentacyjnie zrzuciła wierzchnie ubrania.

Komplet przepoconego, sportowego odzienia opadł u jej stóp, eksponując ciało otulone warstwą bezszwowej bielizny. Skrępowana iście onieśmielającym widokiem odruchowo spuściłam wzrok, aczkolwiek słysząc wzmagający się chichot, już chwilę później posłałam jego źródłu niemrawe kuknięcie. Rosana — tym razem okalana zwiewną koszulką uśmiechała się przebiegle, wyczekując mnie przy zejściu na niższe kondygnacje.

— Whoopsie! Może odrobinę przeholowałam, ale… dobrze wiedzieć, że jesteś Takim rodzajem człowieka – szepnęła bezdźwięcznie, nakrywając usta dłonią. 

Ha…

Tej dziewczynie nie tylko brakowało kręgosłupa moralnego. Ona zwyczajnie…

…całkowicie wyzbyła się wstydu!

Obecnie znajdowałyśmy się w salonie zwieńczającym ciąg apartamentów pierwszego piętra. Sama spoczywałam na miękkiej sofie, zaś stojąca naprzeciw, nadąsana Rosana opierała biodra o framugę rozpostartego okna. Dzieliło nas jakieś sześć, góra siedem metrów. Natomiast nawet zachowanie bezpiecznej odległości i dostęp do świeżego powietrza nie pozwoliły jej odzyskać pełnej swobody oddychania.

— Apsik! – kichnęła, z niezadowoleniem pociągając nosem. Zużywając kolejne chusteczki prędko uformowała pod sobą stos zasmarkanych zawiniątek. — Ugh! Przestań się na mnie gapić, sierściastka terrorystko!

— Mwraah…! – syknęła  nastroszona Frederika, gotowa przeprowadzić zmasowany atak spomiędzy moich ud.

Westchnęłam ciężko.

Przyznaję, zaślepiona miłością postąpiłam pochopnie. Lecz jak inaczej wypadało zareagować? Zazdrosny wzrok kotki mijanej po zejściu ze schodów niczym lawina zasypał mój umysł wyrzutami sumienia. Dla odrobienia straconych punktów… połasiłam się więc otworzyć transporter jeszcze przed uzyskaniem zgody Idolki.

Kto mógł przewidzieć, iż dorosła kobieta oraz pokojowe zwierzę przy pierwszej, lepszej okazji skoczą sobie do gardeł?

— Wystarczy – skarciłam futrzaka lekkim prztyczkiem w nos. — To się tyczy również ciebie.., R-rosana. Odpuść. Dość już tych prowokacji.

— Huh, czemu mi się dostaje? Przecież widziałaś, kto zaczął. Faworyzacja!

— Fredzia z pewnością ma swoje powody. Zazwyczaj wobec obcych ludzi jest nieśmiała. Potulna niczym baranek. Hm… może wyczuwa pod twoją skórą lisie geny?

— Słucham…!? A Zresztą, zapomnij – bąknęła, przekładając za ucho falujące na wietrze włosy. — Zapraszając cię tu poniekąd zgodziłam się zaakceptować was jako pakiet, więc chyba już zbyt późno, aby zgłaszać reklamację. Kaszel? Duszności? Nie dbam o to. Ten lekki dyskomfort i tak wkrótce zostanie pochłonięty przez moje codzienne cierpienie. Dlatego… Hej, ty! Do ciebie mówię, mała niewdzięcznico!

Wówczas Rosana skróciła dzielący nas dystans, jedną ręką zakrywając drogi oddechowe, a drugą zaś wyciągając ku łepkowi skonsternowanej Frederiki.

— Nie twierdzę, że z miejsca mamy się zaprzyjaźnić, czy coś. Jednak w gruncie rzeczy nasze pragnienia są zbieżne, więc przynajmniej postarajmy się tolerować swoją obecność, okej?

Niestety natura pozbawiła kotkę możliwości wyrażenia swoich uczuć słowami. Toteż ta zdecydowała się użyć nieco bardziej bezpośrednich środków przekazu.

— Ehhh… Ostrzegałam.

Uraczając ją soczystym dziabnięciem w palec.

— A-ał…

…ał.

~Gdy Milkną Światła Lamp~

rozdział 7.5
Przewijanie do góry