loader image

Maska

Rozdział 8

— Boli?

— Tak… Od dłuższego czasu każdy dzień jest cierpieniem…

Przecierając ranę jodynowym patyczkiem ucisnęłam ją nieco mocniej, niż było to konieczne.

Rosana pisnęła.

— Takie zwierzenia zachowaj proszę dla specjalisty. Mówiłam o ugryzieniu.

— Aaa…! – Idolka przerwała mi proces dezynfekcji, wyrywając rękę i unosząc palec naznaczony podłużnym wgłębieniem. — Nie przejmuj się. To tylko lekkie draśnięcie, nic wielkiego. Zresztą, śmiesznie wyszło. Obecnie mój opuszek stanowi perfekcyjne dopełnienie śladów na twoim pośladku.

Drgnęłam, instynktownie naciągając koszulę. Czyli jednak… zauważyła. Usprawiedliwianie rozdartych spodni celowym zabiegiem modowym zapewne tylko zwiększyłoby jej pole do dalszej szyderki, prawda?

— W-widziałaś?

W odpowiedzi dziewczyna zassała usta, wymownie wzruszając ramionami.

Niech ją diabli.

— Jak myślisz, czyjemu brakowi współpracy zawdzięczam tę piękną pamiątkę? – pomyślałam, zgrzytając zębami.

— Hm?

Ups. Chyba przypadkowo powiedziałam to również na głos.

— Ekhem…! – odkaszlnęłam, ekspresem zmieniając temat. — Zapomnij. Co ważniejsze, usiądź spokojnie i podaj mi dłoń. Ciało stanowi dla Idolki najważniejsze narzędzie pracy, racja? Zaufaj — nie chcesz, by rana po ugryzieniu zaczęła się babrać. Kontynuujmy opatrywanie.

Rosana zatrzepotała rzęsami ze zdumieniem.

— No co?

— Nic szczególnego. Jestem tylko odrobinę zaskoczona. Jeszcze wczoraj bacznie używałaś zwrotów grzecznościowych, a dziś posługujesz się stosunkowo swobodnym językiem – rzuciła, kreśląc paznokciami wzorki na moich kolanach.

Między słowami schwytałam palec dziewczyny, wznawiając udzielanie pomocy.

— To źle? Powinnam wrócić do tej bardziej oficjalnej wersji siebie?

Rosana zdecydowanie pokręciła głową.

— Wręcz przeciwnie. Wymiana honoryfików niepotrzebnie komplikuje relacje, więc dobrze, że się ich wyzbyłaś.

— Prawda? Lepiej zwyczajnie…-

— Tylko dlaczego zachowujesz się, jakby poprzedniego dnia nic specjalnego nie miało miejsca?

— …

— Dziwne to. Zbrukałam twoje dobre imię. Pozwoliłam ci odejść ze złudnym przeświadczeniem o decyzyjności nad własnym losem. Wszystko, by ostatecznie przywłaszczyć cię sobie bez cienia wyjaśnienia. Jak możesz utrzymywać tak obojętny wyraz twarzy? Każdy normalny człowiek na twoim miejscu byłby raczej…

— Wściekły? Rozgoryczony? Wiem…

Jestem świadoma. W moich poczynaniach ciężko doszukiwać się głębszej logiki. Nie co dzień przecież zdarza się prowadzić cywilizowany dialog z osobą jeszcze chwilę temu postrzeganą jako zagrożenie dla wolności funkcjonowania jednostki. Lecz ja… po prostu sądziłam, że tak będzie najwygodniej. Znaleźć kozła ofiarnego, którego podświadomie obarczę winą za wrodzoną niekompetencję. Wystarczyło tylko kolejny raz odwrócić wzrok od problemu, aby dalej prowadzić strachliwy żywot tchórza. Ale nie. Tym razem odebrano mi taką możliwość. Dzięki Rosanie.

To ona siłą wyrwała mnie z okowów przeszłości. Zakończyła pięcioletni cykl uciekania. Uciekania od odpowiedzialności i własnych słabości. Początkowo uczucie osaczenia oraz brak swobody podejmowania decyzji wydawały się przekleństwem, jednak obecnie coraz bardziej zaczynam rozumieć tok myślenia Rena Koena. Kierujące nim pobudki. Być może to, co wczoraj zinterpretowałam jako część zabawy bezdusznej gwiazdy, w dłuższej perspektywie czasu okaże się błogosławieństwem. Aktem miłosierdzia, o którym wcześniej mogłam wyłącznie zamarzyć.

Dlatego…

— …Tak Ogólnie ciężko odmówić ci racji. Aczkolwiek całe twoje rozumowanie krąży wokół pewnego, błędnego przekonania. Czemu założyłaś, że jestem normalnym człowiekiem? Czyżbyś miała o mnie wysokie mniemanie? Niefortunnie dla ciebie! Moje życie to pasmo niekończących się porażek! Seria upadków pozbawiona wzlotów!

Kończąc dezynfekcję rany posunięciem jodynowego patyczka, posłałam Idolce ukradkowe spojrzenie. Cień sceptycyzmu nadal trzymał się jej twarzy. Najwidoczniej oczekiwała nieco bardziej wyczerpującej odpowiedzi.

Wręczając mi pudełko pełne uroczych plastrów, wymownym ściągnięciem brwi nakazała kontynuowanie przedwcześnie urwanej myśli. Wykorzystałam to podprogowe polecenie jako pretekst do obnażenia przed Rosaną targających mną sprzeczności.

— Nigdy nie potrafiłam przekuwać uczuć w odpowiednie słowa, ale postaram się przedstawić sprawę możliwie klarownie. Umysł mówi jasno — powinnam tobą gardzić. Jednak nie pałam do ciebie wrogością. Serce podpowiada — jesteś kimś godnym uwielbienia. Aczkolwiek nie darzę cię szczególną sympatią. Najprościej rzecz  ujmując — twoja kreacja znaczy dla mnie tyle, co nic. Jest mi zwyczajnie obojętna.  Natomiast… jeśli ten starzec uważa cię za osobę zdolną naprostować mój skrzywiony światopogląd przemogę się. Począwszy od dzisiaj, moje oczy będą patrzeć wyłącznie w twoim kierunku. Tego chciałaś, prawda? Więc odwdzięcz się! Spraw, abym przed dniem twojej śmierci śmierci zyskała miano człowieka godnego zaufania. 

Jednym plastrem. Tylko takim opatrunkiem zdążyłam owinąć palec dziewczyny. Wówczas ta znienacka podkurczyła nogi, odpychając mnie z siłą nieadekwatną względem jej wątłego ciała. Chroniąc głowę, runęłam plecami na siedzisko kanapy. Czas jakby zwolnił. Byłam zaskoczona, lecz nie zdziwiona.

Chciałam się podnieść.

Nie mogłam. Rosana przysiadła nade mną okrakiem, jednoczesnym przygwożdżeniem ręki okazując swoją wyższość. Fizycznie dałabym radę się wyswobodzić, jednak kończyny odmówiły posłuszeństwa. Wiedziałam. Moje pięć minut minęło. Teraz nadeszła kolej Idolki, aby zacząć lśnić.

— Okej, przyjmuje twoje wyjaśnienia – rzekła, wolną dłonią odgarniając opadły na me lico kosmyk włosów. — Powiem więcej. To, że postrzegasz mnie jako nikogo szczególnego stanowi dla naszej dwójki najlepszy możliwy punkt wejścia. Tutaj brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Problem jawi się dalej. Rzuciłaś oszczerstwem, którego nie mogę przemilczeć. Dlaczego przypięłaś mi łatkę jakiejś podrzędnej kreacji!?

— Dlaczego… – odpłynęłam wzrokiem, przywołując minione sceny z Rosaną w roli głównej. Wówczas odpowiedź nasunęła się sama. — Zauważyłam, że praktycznie cały czas skaczesz między skrajnymi emocjami. W przeciągu kilku minut zgrywasz głupiutką, potem niewinną, a na koniec zadziorną czy oziębłą. Potrafisz zaprezentować tyle obliczy, lecz żadnemu nie poświęcasz większej uwagi.

I co? Uważasz, że żongluje między maskami?

— Nie wiem. Spory odsetek gwiazd posiada sztuczny wizerunek wykreowany w oparciu o swoje prawdziwe osobowości. To normalne — sława boli. A cierpienia nie lubi nikt. Ludzie potrzebują tarczy chroniącej ich wewnętrzne ja przed niekontrolowanym ogniem krytyki. I tu pojawiasz się ty. Swego rodzaju ewenement. Zwykle ci przywdziewający maskę zrzucają ją niezwłocznie po opuszczeniu sceny. Natomiast ciebie wzorzec określonych zachowań trzyma się nawet za zamkniętymi drzwiami. Zupełnie…, jakbyś z czasem zatraciła umiejętność właściwego czytania atmosfery. Bez szans, prawda? Żeby rozchwytywana Idolka wykorzystywała huśtawkę emocjonalną do zatuszowania faktu, iż nie ma pojęcia jak w danej sytuacji zareagować…

…Och.

Rosana lustrowała mnie wzrokiem zrzeszającym mieszaninę podziwu oraz kliszowego przerażenia. Wyglądała wprost komicznie. Zagrała skonsternowaną przy użyciu prawdopodobnie najgorszych, możliwych środków.

— Masz niemal stuprocentową rację – rzuciła po chwili namysłu. — Nieustannie się adaptuję. Kalkuluję, która kwestia dialogowa przyniesie mi najwięcej korzyści. Strzelam, co spodoba się ludziom, a co ich zirytuje. Ponieważ sama… już dawno temu przestałam prawidłowo czuć cokolwiek.

Zapadła niezręczna cisza-

— Nie dbam o to… – oświadczyłam.

…!?

— Huh…?

— Postanowiłam. Będę trwać u twojego boku niezależnie od okoliczności.

— Nawet jeśli moje zboczenie oznacza życie w ciągłym kłamstwie?

— Tak.

— A powód? Odpuściłaś chęć dowiedzenia się, czemu właśnie ciebie pragnęłam?

— Bynajmniej. Mówiąc szczerze, częściowo domyślam się prawdy. Brakuje mi wyłącznie jednego elementu układanki, aby ułożyć wszystko w spójną całość. Ale… nie chcę żadnych wskazówek. Czuję, że tkwi on gdzieś głęboko wewnątrz mnie. Czuję, że na przestrzeni lat zapomniałam o czymś bardzo ważnym. Dlatego poznanie właściwej odpowiedzi uczynię integralną częścią swojej nowej drogi.

— Rozumiem… Ah… Tak jak myślałam — jesteś idealna. – wnet Rosana wstała, pomagając również mi się podnieść. — Skończyliśmy już opatrywać ranę, racja? Więc chodźmy! Najwyższa pora rozpocząć twoją transformację!

~koniec rozdziału ósmego~

— Nie… Nie… ta też nie… Ugh! Żadna nie pasuje!

Czyli mówiąc transformacja miałaś na myśli…

~Gdy Milkną Światła Lamp~

rozdział 8
Przewijanie do góry