loader image

Pokaz

Rozdział 9

— Nie… Nie… ta też nie… Ugh! Żadna nie pasuje! – nadęłam policzki, opadając bezsilnie pośród sterty przebranych stylizacji.

— Czyli mówiąc transformacja miałaś na myśli kompletne odwrócenie moich modowych przyzwyczajeń? – bąknęła Wiwianna, nieśmiało wychylając się zza kotary przerzuconej wzdłuż stojaka z ubraniami. — I co, zadowolona? Muszę wyglądać teraz naprawdę przekomicznie. Ta sukienka jest ostatnią „dziewczęcą” kreacją, która pomimo upływu lat uchowała się w mojej garderobie. Kupiłam, a właściwie dostałam ją w barterze będąc jeszcze naiwną nastolatką. Natomiast… zarówno na mnie, jak i na niej czas odcisnął  piętno – skwitowała, jednoczesnym ustawieniem się pośrodku sali ćwiczeń prezentując powód swojego zażenowania w pełnej krasie.

Wiwianna tupała nogą, nerwowo łącząc uda. Motała się. Nie potrafiła jednoznacznie zdecydować, czy w pierwszej kolejności ściągnąć przednią, czy może tylną część plis wątpliwie zakrywających jej newralgiczne punkty. Co rusz naprężany materiał falował niczym wzburzony wiatrem, odsłaniając wewnętrzne partie bioder dziewczyny. Przy torsie zaś sytuacja malowała się niewiele lepiej. Trójkątny dekolt, niegdyś służący niewinnemu uwydatnieniu górnej części piersi, obecnie pękał w szwach pod naporem biustu przekraczającego docelowy rozmiar miseczki o co najmniej dwie jednostki. 

Walka Wiwianny z wiatrakami dobiegła końca dopiero, gdy ta przypomniała sobie odnośnie obecności luster, niefortunnie rozstawionych wokół całego piętra. Te dzięki przeróżnym perspektywom odbicia obnażały widoki dotychczas nieuchwytne dla oczu zwykłego śmiertelnika.  

Szczerze mówiąc — byłam pod wrażeniem. Nie samej sceny rodem wyciągniętej z moich uśpionych żądz. Od nich zdystansowałam się już lata temu, pragnąc uniknąć przypadkowej demaskacji oraz skandalu na niespotykaną u nas skalę. Zdecydowanie bardziej zafrapowała mnie jej siła woli. Dotąd postrzegałam ją jako straumatyzowaną eksidolkę, podatną na atak paniki przy najbledszym rozbłysku fleszy. I cóż, pierwsza połowa konkluzji stanowiącej kulminacje mych wieloletnich obserwacji okazała się prawdą. Druga, zbyt pochopnie wyciągniętym wnioskiem.

Wczorajsze zasłabnięcie Wiwianny umocniło we mnie przekonanie jakoby nadal chowała ona urazę wobec szeroko pojętego show-biznesu. Lecz jeśli faktycznie by tak było, dziewczyna powinna przestać kontaktować jeszcze w klinice, a nie dopiero podczas brania kąpieli. Plus, nasze obecne położenie nosiło zdecydowanie większe znamiona tamtego feralnego incydentu. A jednak — usilnie zakrywając swe kobiece atuty Wiwianna okazywała zwątpienie, zażenowanie, zawstydzenie… ale ani grama niekontrolowanego lęku. 

Czyżby zatem wtedy coś umknęło mej uwadze? Faktor niedostępny dla oka drugoplanowej postaci. Jednocześnie na tyle inwazyjny, aby w przeciągu sekundy wyłączyć umysł głównej zainteresowanej. Coś, co wyłącznie ona mogła dostrzec. Coś, co wówczas zespoliło się z jej traumą, tworząc… swego rodzaju swoisty zapalnik.

Patrząc przyszłościowo, chcąc zabezpieczyć interesy przed wystąpieniem potencjalnych komplikacji, wypadało niezwłocznie oddać się identyfikacji owego czynnika. 

Aczkolwiek, na ten moment…

— Daj spokój. Twoje proporcje są zniewagą wobec kobiet, u których tłuszcz odkłada się w niewłaściwych miejscach. Ach… Aż szkoda, by tak zgrabne ciałko pozostało nieskalane ludzkim dotykiem – nieco przyaktorzyłam, nachodząc ją ze zbreźnym wyrazem twarzy.

— Zatrzymaj się… Zostań tam, gdzie jesteś. Nie… Przestań…! Trzymaj te łapy z daleka ode mnie!

…pragnęłam cieszyć się tą beztroską tylko odrobinę dłużej.

 

…

 

Opuszczając łazienkę, przyklepałam klapę marynarki oraz podciągnęłam spodnie świeżo wyprasowanego, burgundowego garnituru. Kątem oka dostrzegłam kocie ślepia jarzące się między stopniami spiralnych schodów. Zazdrosnemu spojrzeniu odpowiedziałam łagodnym, acz jakże bolesnym uśmiechem.

— Czyli to tam się schowałaś. Frederiko… zresztą, nieważne. Nie zamierzam cię pośpieszać. Wierzę, że prędzej czy później zdołacie znaleźć nić porozumienia. Przyjdź, kiedy nabierzesz sił. Będziemy czekać – rzuciłam pożegnalnie, oddalając się.

Dokładnie — to najlepsze rozwiązanie. Dla mnie, Fredereki oraz Rosany…

…która z niewiadomego powodu klęczała obecnie w rogu pierwszopiętrowego salonu.     

— Co ty wyprawiasz? – spytałam zdegustowana, stając u jej boku.

— Pokutuję. Widzisz, gdybyś nakarmiła media plotkami o próbie molestowania miałabym malutki kłopot. Więc proszę, mogłabyś tego nie robić? Ładnie proszę ~

Kurczę, akurat teraz to mam ochotę spełnić swój obywatelski obowiązek.

— Eh, zapomnij – opamiętałam się w porę, potrząsając głową. — Właściwie, dlaczego aż tak bardzo zależy ci, żebym zaczęła nosić bardziej casualowe ubrania?

Rosana zaprzestała wygłupów. Podkurczyła nogi, wspierając lico na kolanie. 

— Opisz mi twoje wyobrażenie wyglądu stereotypowego ochroniarza.

— Cóż, umięśniony facet garniturze? Często łysy. Chyba. Do czego pijesz?

— I sądzisz, że nie istnieją odstępstwa od tej reguły?

— Istnieją. Sama jestem tego najlepszym przykładem.

— Więc czemu zamiast podania własnego rysopisu przywołałaś obraz obcego człowieka?

— Głupie pytanie. Bo ludzie o takiej aparycji stanowią większość branży i najmocniej rzucają się w oczy… Ach.

Wówczas zrozumiałam.

— Bingo. Już sama wystarczająco wyróżniam się spośród tłumu. Nie potrzebuję dodatkowych oznak z daleka zdradzających moją pozycję. Urokliwa, niewzbudzająca podejrzeń kobieta pomoże mi uniknąć kłopotliwych spojrzeń lub przyćmić innych, gdy zajdzie taka potrzeba. W kontekście nadchodzących, intensywnych miesięcy posiadasz zdecydowanie większą wartość strategiczną niż łysy, umięśniony mężczyzna. Całkiem sprytnie przekminiłam sprawę, nie? – zadowolona wyszczerzyła zęby.

No przebiegle z pewnością. Natomiast czy udanie to raczej dyskusyjna kwestia.

— Ciężko tu przytaknąć albo zaprzeczyć. Odkąd ukończyłam służbę przygotowawczą zajmowałam się głównie zabezpieczeniem budynku. Tak naprawdę dopiero w praktyce będę odkrywała tajniki ochrony osobistej. Ale uspokoję cię. Chyba powoli zaczynam rozumieć, czego ode mnie oczekujesz. Na dniach pójdę kupić jakieś nowe ciuchy – odchrząknęłam, lekko onieśmielona własną deklaracją.

— Hę… A jaki rodzaj ubrań zamierzasz…-

— Dla jasności. Wybiorę coś eleganckiego i kobiecego. Zero wulgarności. Żadnej wyolbrzymionej słodkości. Wygoda połączona z modą. Pasuje?

Wnet usłyszawszy to Rosana podskoczyła niczym rażona piorunem. Pośpiesznie chwyciła telefon — zapewne sprawdzając dzisiejszą datę.

— C-co jest? – spytałam zaskoczona.

— Mamy farta – odparła, nie kryjąc przypływu radości. — Powiedz. Wzorowy przełożony wdrażając nowego pracownika powinien zadbać o przeprowadzenie jakiegoś szkolenia, prawda?

— Wypadałoby.

Idolka podrapała się po włosach. Dla picu. Jasnym było, że w jej głowie pewna decyzja została już podjęta. 

— Cóż, nadchodzi weekend. Brak zleceń wyjazdowych. Będziemy miały sporo czasu, aby nadrobić zaległości. Obowiązki nie uciekną, aczkolwiek ta okazja owszem. – oznajmiła, wręczając mi swojego smartfona.

Ekran przedstawiał sporych rozmiarów kod QR, uchwycony na tle ryciny wiktoriańskiego pałacu. Grafikę okraszał zaś dopisek:

— ,,Świętuj z nami jubileusz 10-rocznicy Największego wydarzenia zrzeszającego pasjonatów zewnętrznego piękna.” …?

— Zgadza się. Dzisiejszego wieczora moja stara znajoma organizuje pokaz, poprzedzony gigantycznymi targami mody. To jedyna taka szansa na wspólne zakupy. Daj spokój, samotne wybieranie ubrań ssie. Chodźmy tam, razem! Pomogę ci dobrać masęęę pięknych stylizacji.

— Co… Chwila. Poczekaj!

Rozpromieniona Rosana odbiła me obiekcje niczym ściana. Sprawnie odebrała mi swą komórkę, jednocześnie wybierając jakiś numer.

Odpowiedziała jej poczta głosowa.

— Tssk. Znowu. Czemu gówniarz nie odbiera? Bez jego asysty ta kobieta może przysporzyć nam sporych zmartwień, ale… jednocześnie zżera mnie ciekawość. Czy dasz radę działać pod presją osoby bardziej despotycznej, niż… ja sama? – szepnęła niemal bezdźwięcznie.

Wtedy pomyślałam, że wyolbrzymia.

To był ostatni raz, kiedy zaniżyłam wagę jej ostrzeżeń.

 

~koniec rozdziału dziewiątego~

⫷rozdział 9⫸
Przewijanie do góry