loader image

Targi mody

Rozdział 10

Rozpędzona limuzyna sunęła wzdłuż zbocza góry przy akompaniamencie blasku rozgwieżdżonego nieba. Pojedyncze wiązki astralnego światła raz za razem wdzierały się do wnętrza luksusowego pojazdu, uwydatniając moje dłonie. Drżące dłonie.

— Stresujesz się? – zapytała Rosana, przebierając palcami wprost przed moimi spuszczonymi oczami.

Zacisnęłam pięści, jednocześnie lekko obracając głowę. Siedząca po mej prawicy, zabawiająca się szampanem Idolka wyglądała wręcz zjawiskowo. Luźny, przyozdobiony apaszką garnitur prezentował się na smukłym ciele dziewczyny wyjątkowo dobrze. Kolor dojrzałej wiśni wydobywał z jej wnętrza pewną dozę uśpionej… waleczności?

Ciekawe, dlaczego zdecydowała się przywdziać strój uderzająco podobny do uniformu swojej pracownicy. Czyżby w ten sposób pragnęła pokazać przepaść dzielącą ją i zwykłego śmiertelnika? A może…

Posłałam Rosanie pytające spojrzenie.

Zareagowała natychmiast.

— Co jest? Faktycznie złapałaś stracha? No to masz problem. Bo ja nie pozwolę ci się wycofać! – prowokacyjnie wytknęła język.

…zresztą, nieważne. Bez szans.

Westchnęłam.

— Nic z tych rzeczy. Ale faktycznie, trochę się boję. Obawiam się konsekwencji tego, iż rzeczy są tu robione na pół gwizdka – nieco wyolbrzymiłam rzeczywistość, aby odciągnąć ją od pogłębiania targających mną wątpliwości.

Jednak słysząc te odczepne słowa Idolce jakby podskoczyła brew.

— Cóż…

Zaintrygowana kontynuowałam więc.

— Zgodziłam się być tarczą osoby o niezrównanej sławie. W domyśle oznacza to niewiele więcej jak gotowość oddania za ciebie życia. Jeśli zajdzie taka potrzeba — nawet dzisiaj.

— Wiwi, przytoczyłaś mało prawdopodobną możliwość, wręcz skrojoną pod wcześniej wysuniętą tezę…

Wiwi? Kiedy niby pozwoliłam ci zdrabniać moje imię!?

— Wielkie Targi Mody to ogólnodostępne wydarzenie, którego harmonogram obejmuje siedem dni najróżniejszych atrakcji. Aczkolwiek dzisiejszy finał to impreza za zamkniętymi drzwiami. Tylko garstka wybrańców otrzymała zaproszenia. Ochrona będzie tam na najwyższym poziomie. Prawdopodobieństwo, że zostaniesz zmuszona podjąć interwencję oscyluje w okolicach zera.

— Lecz czy przy twojej rozpoznawalności nie wypadałoby pomnożyć tej szansy przez popularność?

— Osiem miliardów razy zero to nadal zero.

Hola, hola — przystopuj! Chyba lekko zapędziłaś się z tymi liczbami.

— Z całym szacunkiem. Raczej ciężko, by populacja globu przyglądała się twoim poczynaniom – odchrząknęłam. — Wracając, również wśród VIP-ów mogą znaleźć się osoby darzące cię szczerą nienawiścią. Dlatego powinnaś wcześniej przekazać mi listę gości, opowiedzieć o łączących was relacjach i…

— Ugh! Jezu! Aleś ty upierdliwa! – raptem wypaliła Rosana, ciskając kieliszkiem w kabinę szofera. Roztrzaskane szkło rozsypało się po równoległych fotelach niczym piasek. Kierowca nijak nie zareagował.

Natomiast ja zaniemówiłam.

— Jesteśmy w trakcie kompletowania zespołu, okej!? – kontynuowała gwiazda, wydymając policzki. — Co poradzę! Przyziemne sprawy pokroju zarządzania własną działalnością nigdy mnie nie dotyczyły. Miałam od tego zaufanych ludzi! Lecz odkąd nadepnęłam na odcisk zaplecza branży wszyscy unikają mnie jak ognia! Przymilą się, zrobią zdjęcie, a potem równie szybko spieprzą! Ci pociągający za sznurki wielkich korporacji potrafią budzić strach — rozumiem to! Więc czemu oni nie potrafią pojąć, iż posiadam wystarczająco siły i środków, żeby zapewnić im godną przyszłość! Ja naprawdę… Ah, chrzanić ich! – wnet Idolka uchyliła okno pędzącego pojazdu, wykrzykując masę zmysłowych wiązanek przeplatanych niepokojącym śmiechem. — Chcecie mnie powstrzymać!? Śmiało, próbujcie! Wygram, choćbym miała umrzeć samotnie. Zwyciężę i zabiorę tę cholerną koronę ze sobą do grobu! – zarechotała.

— Schowaj się! Wiatr całkowicie zrujnuje twoją fryzurę! – rzuciłam, jednakże zanim zdążyłam zrobić cokolwiek…

Powietrze świsnęło. Obcas Rosany zatrzymał się tuż przed moim okiem.

Uraczyła mnie wyłącznie takim gestem.

Nic więcej nie powiedziała.

Resztę drogi spędziłyśmy w ciszy.

Jeszcze zanim Rosana postawiła nogę poza samochodem, uśmiechnęła się do mnie zupełnie, jak gdyby jej wcześniejsze uniesienie nie miało miejsca. Postanowiłam podążyć za przykładem bladolicej piękności, delikatnie podnosząc kąciki ust. Tego wymagała sytuacja i wiedziałam, że dla dobra naszego wypadu tak będzie najlepiej.

Jednocześnie poczułam dziwną, wewnętrzną potrzebę przekazania tej dużej dziewczynce pewnych słów:

— Nie umrzesz samotnie. Przynajmniej jedna osoba planuje trzymać twoją dłoń.

Uznałam, iż jeśli kiedyś gwiazdy ułożą się w odpowiednim porządku — zrobię to.

Czerwony dywan, ciągnący się od zamkniętej ulicy aż po samo wnętrze wiktoriańskiego pałacu wyglądał odrobinę inaczej, niż ten znany z filmów czy seriali. Był dostatecznie długi oraz szeroki, aby swą jedwabiście miękką powłoką pokryć przedpole wielkości boiska piłkarskiego. Oczywiście uformowanie bezbrzeżnego przejścia zamiast wydzielenia wąskiej ścieżki dla celebrytów miało swoje uzasadnienie.

Przy krawędzi chodnika zatrzymywały się kolejne limuzyny. Szczęk otwieranych drzwi rozlegał się raz za razem. Setki butów stukały podążając wzdłuż wyznaczonego pasa czerwieni. W powietrzu unosiła się woń drogich perfum, do uszu napływały stonowane chichoty, a oczy atakowały sylwetki odurzająco pięknych kobiet i zabójczo przystojnych mężczyzn. Ah… Aż chciałoby się uwiecznić ten widok…

Aczkolwiek nigdzie nie rozbłysł choćby jeden flesz. Tym właśnie charakteryzowały się imprezy za zamkniętymi drzwiami. Brak reporterów oznaczał zero benefitów z pustych uśmiechów. Znaczenie przemarszu po jakimś skrawku materiału bladło więc przy korzyściach oraz kontaktach, które można było zyskać w środku.

…

Nasz transport zaparkował pośród ciągu zatrzymanych na jezdni samochodów. Jeden z hostów ustawionych wzdłuż chodnika sprawnie uchylił drzwi. Dojrzawszy wyłaniającą się ze środka twarz Rosany, dodatkowo uraczył ją głębokim ukłonem.

Idolka wysiadła jako pierwsza.

— Nie zamierza pani do mnie dołączyć, szefowo ochrony? – rzuciła psotnie, jednocześnie przekładając za ucho targane wiatrem włosy.

Ponaglona, bez większego namysłu przekroczyłam próg pojazdu.

To był błąd.

Rozmach całego przedsięwzięcia zachwiał mą rzeczywistością niczym trzęsienie ziemi o niezarejestrowanej dotąd magnitudzie. Poczułam się… mała. Nieproporcjonalnie mała wobec realiów otaczającego mnie świata. W głowie zalęgły się myśli. Czy dam sobie radę? Gdzie powinnam się ustawić? Jaką odległość od VIP-a zachować? Uśmiechać się, albo jednak podtrzymać pokerowy wyraz twarzy? A co, jeśli… jakimś niewyobrażalnym cudem… spotkam tutaj osobę znającą moją mroczną przeszłość!?

Rosana była tą, która w mig rozwiała… nie. Zdominowała wszelkie wątpliwości.

— Chodźmy – wyszeptała aksamitnym głosem, czule zaplatając ręce wokół mego ramienia.

Dziwne ciepło rozpełzło się po moim ciele. Wypowiedzianemu słowu nie towarzyszył żaden, specjalny wydźwięk. Spoglądając głęboko w oczy Idolki szybko pojęłam jednak, co chciała przekazać. Tak jak mój światopogląd płynął z perspektywy drobnej mrówki; Rosana postrzegała całe społeczeństwo jako jedno, wielkie mrowisko. Nagromadzenie owadów, które w zależności od kaprysu mogło nagle znaleźć się pod butem królowej.

Aczkolwiek… czy bezpieczeństwo zagwarantowane strachem oponentów wypadało nazwać właściwym rozwiązaniem?

Odpowiedź była niezwykle prosta.

Oczywiście, że nie.

Musiałam trzymać ją blisko. Zapewniać, iż zawsze istnieje jakaś droga poza zniszczeniem. Opóźniać zatracenie tego, co w przyszłości miało mnie ocalić.

Im bliżej śmierci, tym umysł chorego doznaje coraz większych spaczeń.

Ona niedługo umrze. Lecz świadectwo jej istnienia pozostanie.

Dlatego postanowiłam zaufać sile woli i potencjałowi najbardziej nieszczerej osoby, jaka prawdopodobnie kiedykolwiek przemierzała tę planetę.

— Tak, chodźmy… – zadarłam podbródek, dumnie prowadząc mą panią wzdłuż czerwonego dywanu.

Czyli mnie.

— Hihi… – chichotała promieniejąca Rosana, lgnąc do mojego boku ze zdwojoną siłą.

Osaczone ukradkowymi spojrzeniami oraz wszechobecnymi szeptami, powitałyśmy wnętrze wiktoriańskiego pałacu w dość wyjątkowym stylu. Tym samym stałyśmy się pełnoprawnymi uczestniczkami przyjęcia zwieńczającego Wielkie Targi Mody.

Jak można było przewidzieć, organizator zapewnił gościom rozrywkę na najwyższym poziomie. Korytarze obwieszone kryształowymi żyrandolami. Sale bankietowe wyłożone intarsjonowanym parkietem. A nawet pomniejsze hole zdobione złocistymi obramowaniami. Każdy metr kwadratowy posiadłości wręcz pękał pod nadmiarem przygotowanych atrakcji. Tu i ówdzie krążyli kelnerzy na bieżąco uzupełniający trunki. Za grubymi kotarami odbywały się przedpremierowe seanse kinowe. Ci mniej lub bardziej popularni projektanci promowali swe najnowsze kolekcje pięknymi modelkami. Gdzieniegdzie szło dostrzec przewodników opowiadających zainteresowanym genezę powstania całego przedsięwzięcia. Na własnej skórze doświadczyłam jednak zaledwie ułamka urozmaiceń rozsianych po kompleksie.

Niestety, nie wykorzystałyśmy zbytnio tutejszych dobrodziejstw. Pech chciał, że znajoma projektantka Rosany, u której miałyśmy wybrać mi kreacje ulokowała swój dobytek nieopodal głównego wejścia. A kiedy już raz przekroczyłyśmy granicę jej małego, usłanego igłą i nicią świata…

Mijała właśnie trzecia godzina przymiarek. Powoli zapominałam, jak wyglądała rzeczywistość poza klaustrofobicznymi ścianami przenośnej przebieralni. Około pięćdziesiąt propozycji odrzuciłam. Sześć następujących wybrałam:

Przedłużany golf + cygaretki

Zwiewna sukienka z bufiastymi rękawami(prześwitująca, krótka; spodenki obowiązkowe*)

Elegancki kombinezon

Lekka, warstwowa bluzka + spódnica z wysokim stanem

Wyjściowa suknia okraszona wycięciem na udzie

Asymetryczny top + kardigan + spodnie cargo

…

Dodatki: 2x koronkowa bielizna(wymagana dla konkretnych stylizacji*)

 

Całe szczęście, nasz skromny pokaz mody powoli chylił się ku końcowi. Obecnie ubierany przeze mnie zestaw luźnego odzienia był już na dzisiaj ostatnim.

Wnet ktoś niespodziewanie zaczął rozsuwać kotarę.

— Hej, mogę wejść…? – spytała Rosana.

Instynktownie docisnęłam zasłonę do brzegu.

— N-nie możesz! Najpierw się wchodzi, a potem puka! Znaczy, odwrotnie…!

— Właściwie chciałam ci tylko przekazać, że idę do toalety.

Przerwałam podciąganie koszulki.

— Co? Daj mi chwilę! Szybko wsunę garnitur i…

— Spokojnie, służbistko. Łazienka jest niedaleko. Wrócę zanim się obejrzysz. Do tego czasu lepiej pomyśl, czy tyle rzeczy  faktycznie ci wystarczy. Mogłabyś dobrać coś jeszcze. Przykładowo, tamten obcisły…-

— Rozumiem! Idź już!

Rosana prychnęła oraz rzuciła przelotne:

— Minuta i będę! Z zegarkiem w ręku!

Ha.

Najwidoczniej podczas użytkowania ubikacji jej zegarek musiał szlag trafić. Bo zniecierpliwiona wyczekiwałam powrotu gwiazdy dobre pół godziny.

— Wystarczy – wkrótce doszłam do wniosku, zaczynając się poważnie martwić.

Wówczas przedstawiłam projektantce swe obawy, jednocześnie przepraszając i zapewniając, iż odbierzemy wyselekcjonowaną odzież później. Zgodziła się bez słowa.

Następnie rozpoczęłam szeroko zakrojone poszukiwania Rosany. Przebyłam szereg zapętlających się korytarzy. Sprawdziłam każdą z czterech rozlokowanych po rogach toalet. Ryzykując potępieniem celebrytów nieśmiało pukałam nawet do kabin. Zero odzewu. Brak śladów. Choć normalnie trudno było przeoczyć jej obecność — przepadła jak kamień w wodę.

A przynajmniej tak sądziłam. Aż tu nagle…

— …Zamknij …., ty cholerny, …………, przegrywie! – wzdłuż ścian poniosło się niewyraźne echo damskiego, przesiąkniętego nienawiścią głosu.

Głosu Rosany.

Krople zimnego potu spłynęły mi po skroni.

Bez zbędnych kalkulacji, niemal natychmiast ruszyłam zbadać miejsce domniemanego pobytu Idolki. Źródłem całego hałasu okazało się leżące na tyłach posiadłości pomieszczenie, poprzedzone wyizolowanym holem. Odciętym, gdyż wstępu do niego strzegło dwóch rosłych, odświętnie ubranych mężczyzn.

— Czym mogę pani służyć? Pragnę zaznaczyć, iż tutejsza część pałacu dostępna jest wyłącznie dla personelu wydarzenia. Uprzejmie prosiłbym o powrót do wyznaczonej strefy zabaw gości – zagaił prawy ochroniarz.

— Czy przypadkiem nie przechodziła tędy onieśmielająca piękność w garniturze o kolorze ciemnej wiśni? – zapytałam bez ogródek.

— Powtarzam, ta część pałacu dostępna jest wyłącznie..-

— Tak, wiem! Ale dałabym sobie rękę uciąć, że stamtąd dobiegał jej głos!

— Najwidoczniej wyobraźnia płata pani figle.

— …!

— Wygląda pani bardzo blado. Pozwolę sobie wskazać drogę wyjścia…-

Raptem zza pleców mężczyzn dobiegł odgłos tłuczonego szkła.

Miarka się przebrała. Cokolwiek się tu działo, nie mogłam dłużej zwlekać. Bo jeśli Rosana faktycznie znalazła się w niebezpieczeństwie, a ja pozostanę bierna…

— Natychmiast pozwólcie mi przejść – rzekłam śmiertelnie poważnie. — Mój VIP czeka.

— Proszę się uspokoić. Inaczej będziemy zmuszeni użyć środków przymusu bezpośredniego – zagroził lewy ochroniarz, próbując zacisnąć dłoń wokół mego nadgarstka.

Zlekceważył mnie, ponieważ w jego opinii stanął naprzeciw bezbronnej kobiety. Szybko poczuł konsekwencje własnej lekkomyślności.

Przechwyciłam rękę zaskoczonego mężczyzny, wykorzystując siłę pędu do przerzucenia go przez ramię oraz ucelowania nim stojącego nieopodal towarzysza. Ich upadek trwał zaledwie chwilę. Kilka sekund swobody wystarczyło jednak, abym zdążyła uchylić drzwi docelowego pomieszczenia.

— Suka…!

— Zatrzymaj się!

A kiedy dojrzałam osobę odpowiedzialną za wszczęte zamieszanie…

…kompletnie mnie zamurowało.

Wyglądała jak Rosana.

Brzmiała jak Rosana.

Ale to nie była ona.

~Gdy Milkną Światła Lamp~

⫷rozdział 10⫸
Przewijanie do góry